Jeśli handlujesz używaną odzieżą, te trzy słowa wpadają Ci do rozmowy z dostawcą i do opisu produktu kilka razy dziennie. Problem w tym, że bardzo często używamy ich zamiennie. A to są trzy różne produkty. Inny towar, inny klient, inna marża, inne pozycjonowanie sklepu.
Pomylenie tych pojęć to nie jest błąd kosmetyczny. Jak zamówisz „vintage”, a dostaniesz zwykły second hand z lat dwutysięcznych, klient to wyczuje i przestanie Ci ufać. Jak sprzedajesz outlet z metkami, a komunikujesz go jak lumpeks, zostawiasz marżę na stole. Dlatego warto raz to sobie poukładać.
W tym wpisie rozkładam każde z trzech pojęć na czynniki: co to faktycznie jest, dla jakiego klienta i sklepu pasuje, oraz jak wygląda marża i rotacja. Na końcu dostaniesz prostą ściągę, które z nich pasuje do Twojego modelu.
Czego dowiesz się z tego wpisu?
Second hand to po prostu odzież noszona wcześniej. Z drugiej ręki. To jest fundament całej branży i 90% tego, czym handluje większość lumpeksów i resellerów. Reszta to niuanse, ale fundament jest właśnie tu.
Najważniejsze, co musisz wiedzieć: second hand to nie jest jednolity towar. To cały zakres jakości, od niesortu (towar nieprzebrany, mieszany, najtańszy) po cream (najlepsze sztuki, wyselekcjonowane ręcznie). Między tymi skrajnościami siedzi kilka klas, które realnie decydują o Twojej marży i o tym, jak sklep wygląda na półce.
Jeśli nie masz pewności, czym różni się I Gatunek od II Gatunku albo outlet od creamu jako klasy towaru, zacznij od podstaw. Mamy o tym osobny słownik: klasy odzieży używanej – słownik. To pillar, do którego wracasz przy każdym zamówieniu.
Dla jakiego klienta i sklepu: second hand obsługuje najszerszy rynek. Od klienta, który szuka taniej koszulki na co dzień, po osobę polującą na markę za ułamek ceny. To biznes wolumenowy – sprzedajesz dużo, często, przy rozsądnej marży jednostkowej.
Marża i rotacja: rotacja jest tu Twoim najlepszym przyjacielem. Towar schodzi, półka się odświeża, klient wraca po nowości. Marża zależy mocno od klasy – niesort kupujesz tanio i sprzedajesz tanio, cream daje więcej z jednej sztuki, ale wymaga selekcji. To balans, który ustawiasz pod swój lokal i swoją grupę klientów.
Tu jest najwięcej nieporozumień. Vintage to nie jest synonim „stare” ani „używane”. Vintage to odzież z konkretnej epoki, zwykle 20-40 lat wstecz albo więcej. Lata 70., 80., 90. To są ubrania cenione za styl danego okresu, za markę, za to, że takiej sztuki dziś już się nie produkuje.
Kluczowa zasada, którą powtarzam handlarzom: nie każda używana rzecz jest vintage, ale każdy vintage jest używany. Bluza z 2015 roku to second hand. Oryginalna ramoneska z lat 80. albo koszulka z trasy zespołu z 1992 to vintage. Różnica jest w epoce, w rozpoznawalności i w tym, ile klient jest gotów za to zapłacić.
Dla jakiego klienta i sklepu: vintage to klient niszowy, ale świadomy. Kolekcjonerzy, ludzie z mody, osoby budujące własny styl, które wiedzą, czego szukają. Oni nie przychodzą po tanio. Przychodzą po unikat, którego nie kupią w sieciówce ani u konkurencji za rogiem. Sklep, który gra w vintage, sprzedaje historię i autentyczność, nie cenę.
Marża i rotacja: vintage daje najwyższą marżę jednostkową w całej branży. Pojedyncza sztuka potrafi być warta tyle co cała skrzynia zwykłego towaru. Ale jest cena tej marży. Po pierwsze, wolniejsza rotacja – na właściwego klienta czasem się czeka. Po drugie, vintage wymaga wiedzy. Musisz umieć rozpoznać epokę, odróżnić oryginał od reprodukcji, znać marki i wiedzieć, co dziś jest na fali. Bez tego przepłacisz przy zakupie albo sprzedasz unikat za grosze, bo go nie rozpoznałeś.
Jeśli celujesz w segment premium, naturalnym sąsiadem vintage jest cream. To nie to samo, ale obie kategorie obsługują podobnie wymagającego klienta. O premium w wydaniu klasy towaru piszemy tu: co to jest cream w odzieży używanej.
I tu robi się ciekawie, bo outlet w ogóle nie jest odzieżą używaną. Outlet to nowy towar. Końcówki kolekcji, nadwyżki produkcyjne, stoki, zwroty z sieciówek. Często z oryginalnymi metkami, nigdy nie noszony. To zupełnie inny świat niż second hand i vintage.
Dla porządku: outlet bywa też używany jako nazwa klasy w sortowni, ale to inne znaczenie. Tu mówimy o outlecie jako kategorii towaru – nowych ubraniach poza głównym obiegiem sieciówek. Jeśli chcesz rozróżnienia outletu jako klasy, mamy o tym osobno: outlet – odzież, co to jest.
Dla jakiego klienta i sklepu: klient outletu chce nowej rzeczy taniej. Płaci jak za nowe, bo to jest nowe, ale ze zniżką względem regularnej ceny sklepowej. To inna psychologia zakupu niż w lumpeksie. Tu nie ma „polowania w stercie”, jest konkretna marka, konkretny rozmiar, metka i niższa cena. Sklep outletowy wygląda i komunikuje się bliżej regularnego sklepu odzieżowego niż lumpeksu.
Marża i rotacja: outlet potrafi dać wysoką marżę, bo klient akceptuje cenę „prawie jak nowe”. Ale wejście jest droższe. Kupujesz nowy towar, więc koszt jednostkowy jest wyższy niż przy używanej odzieży na wagę. Większy kapitał na start, większe ryzyko zostania z rozmiarami, których nikt nie chce. To model dla kogoś, kto ma płynność i umie czytać, co się sprzeda.
Żeby to się ułożyło w głowie, najprościej zestawić wszystko obok siebie:
Zwróć uwagę na jedną rzecz. Dwa z tych trzech to odzież używana (second hand i vintage), ale obsługują skrajnie różnych klientów. A outlet, choć leży obok na rynku „taniej odzieży”, to w ogóle nie jest używany. To dlatego pomieszanie tych pojęć boli w praktyce – mieszasz produkty, które wymagają innego zatowarowania i innej komunikacji.
Nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi. Jest dopasowanie do tego, jak sprzedajesz i ile masz na start. Kilka praktycznych drogowskazów:
Najmądrzejsze sklepy często łączą. Trzon na second handzie dla rotacji, półka vintage albo cream dla marży i prestiżu, czasem dorzutka outletu dla klienta, który chce nowego. Ważne, żebyś robił to świadomie, a nie przez przypadek mieszał towar i komunikat.
Nie. Vintage zawsze jest używany, ale nie każda używana rzecz jest vintage. Vintage to odzież z konkretnej epoki, zwykle sprzed 20-40 lat, ceniona za styl, markę i unikalność. Zwykły second hand to po prostu odzież noszona wcześniej, bez wymogu epoki.
Nie. Outlet to nowy towar – końcówki kolekcji, nadwyżki, stoki, często z metkami. Nigdy nie noszony. To go całkowicie odróżnia od second handu i vintage, które są używane.
Vintage daje najwyższą marżę z jednej sztuki, bo to unikaty, których nie kupisz nigdzie indziej. Outlet też potrafi dać wysoką marżę, ale przy wyższym koszcie wejścia. Second hand zarabia raczej wolumenem i rotacją niż marżą jednostkową, choć przy wyższych klasach jak cream też potrafi sporo dołożyć.
Możesz i wielu handlarzy tak robi. Trzon na second handzie, vintage albo cream dla marży, czasem outlet dla klienta szukającego nowego. Klucz to świadome rozdzielenie – inne półki, inne ceny, inny komunikat do klienta. Bez tego klient się gubi.
Patrzysz na epokę, metkę, materiał, sposób szycia i markę. Stare metki, nieprodukowane już logotypy, charakterystyczne kroje danej dekady. To wymaga wprawy. Jeśli dopiero zaczynasz, łatwo przepłacić albo przeoczyć perełkę – dlatego vintage to segment dla handlarza z wiedzą, nie dla każdego.
Jak już wiesz, że second hand, vintage i outlet to trzy różne produkty, kolejny krok jest prosty: dobrać konkretny towar pod swój model. A do tego potrzebujesz dostawcy, u którego widzisz dokładnie, co kupujesz – klasę, rodzaj, jakość paczki.
Zobacz klasy paczek od dostawców na Dropy. Łatwiej zatowarujesz sklep, jak masz przejrzyste klasy przed oczami zamiast kota w worku.
Powiedz, na co polujesz - sklepy z Twojej okolicy będą wiedzieć, co sprowadzać.
Zapisane!
Damy znać sklepom w Twojej okolicy. Sprawdź maila - wysłaliśmy Ci poradnik "10 Trików Łowcy Okazji".