Dlaczego vintage Nike z lat 90. kosztuje fortunę?
Strona główna → Blog → Vintage Nike 90s ceny Kultura vintage 10 min czytania Grudzień 2024 Bluza Nike kupiona w lumpeksie za 30 zł sprzedaje się za 300 zł. Kurtka z

Hej! Na naszych grupach często dzielicie się z nami swoimi lumpeksowymi historiami. W związku z tym postanowiliśmy podzielić się też, jak to u nas było z tą odzieżą z drugiej ręki😁 Wbrew pozorom – nie wszyscy zawsze byliśmy jej fanami! 🤔
Czego dowiesz się z tego wpisu?
Moje pierwsze wspomnienie z lumpa jest o dziwo dość wyraźne. Jesteśmy w Kielcach, jeszcze przed rokiem 2000. Pamiętam, jakim wydarzeniem było otwarcie McDonalda na obecnej ulicy Solidarności. Dosłownie każdy chciał mieć tam wyprawione urodziny, a każda wycieczka na Happy Meala była ŚWIĘTEM! Miałam niemal wszystkie zabawki (a pierwszą był krab Sebastian z Małej Syrenki). A dlaczego o tym piszę? Bo moją pierwszą rzeczą, o której pamiętam, była czerwona czapka z daszkiem z logiem McDonalds, poważnie 😁 I był to dla mnie skarb! Nawet pamiętam układ koszy i wieszaków w lumpie, w którym kupili mi tę czapkę rodzice.
Od tamtego czasu aż do lat nastoletnich byłam w “szmateksach” dosłownie kilka razy, z babcią i jakoś dobrze tego nie wspominam. Jak większości moich rówieśników, kojarzyły mi się z brudem i taką trochę “wiochą”. Chociaż coś w tym może było – lokale często były zaniedbane, a ubrania wątpliwej świeżości. Poza tym, to były takie czasy, że chciało się popisać przed rówieśnikami nowymi “stylówkami”, ale koniecznie z sieciówki! Pamiętam, że House to był totalnie mój sklep i kochałam tam WSZYSTKO! Ale w sumie poza tym, to jednak ten drugi obieg był cały czas obecny – dostawałam masę ciuchów po starszej o 3 lata siostrze. Tylko wiecie, nie można było powiedzieć, że używane, bo “przypał”. Ech… I tak samo ubrania po mnie trafiały do młodszych dzieci, więc można powiedzieć, że nie było tak najgorzej 😀
W liceum byłam z 2-3 razy w second-handach w Krakowie, z mamą, samej mi się nie chciało 🙂 W jednej z popularnych lumpowych sieciówek dorwałam dwa skarby! Byłam wtedy wielką fanką filmowego “Mrocznego Rycerza” i miałam czarną bluzę z logiem Batmana oraz t-shirt z Jokerem. Zdarzyło mi się też odziedziczyć kilka ubrań po mamie, bo miałyśmy wtedy podobny rozmiar. W sumie to mam je do dziś 🙂 Poza tym pamiętam jeszcze jeden wypad do ogromnego second-handu w Krakowie, na ulicy 29 Listopada, który był dla mnie dość traumatyczny. Ogromna ilość ciuchów, okropny zapach i brud. Tak to wspominam. Ubrań było tak dużo, że żeby podejść do wieszaków, trzeba było przejść po stosach rozrzuconych rzeczy, co przypominało drogę przez ruchome piaski (nie, żebym miała okazję chodzić, ale tak to sobie wyobrażam 😂). Ach, pamiętam jeszcze niedojedzoną kanapkę i zużytą pieluchę leżącą wśród tych ciuchów. Masakra! To był mój ostatni wypad przed tym kolejnym etapem świadomości ciuchowej, jak to sobie sama nazywam. Poza tym udało mi się sprzedać i nabyć kilka ubrań na Vinted, które wtedy dopiero zaczynało działać w Polsce. Całkiem dobrze to wspominam 😊
I teraz wchodzimy w ten najświeższy i najbardziej świadomy okres. Do lumpowania wróciłam parę lat temu, pod wpływem mojej przyjaciółki ze studiów. Jest to osoba, która ma WRODZONY DAR WYNAJDOWANIA SKARBÓW W LUMPACH. Po prostu jak wejdzie do sklepu, to zawsze wyjdzie z jakąś perełką. Nie wiem, jak to robi, to po prostu trzeba mieć we krwi 😎 I tak wybrałyśmy się parę razy razem, potem zaczęłam chodzić sama, a dodatkowo szukać używanych ubrań w internecie. Bardzo lubiłam portal NiemodnePolki, który teraz już nie istnieje. Obecnie tak z 40% moich ciuchów to rzeczy z drugiej ręki 🙂 Chociaż nie jestem typową klientką lumpów – bardzo nie lubię grzebać w koszach 🗑️ Dodatkowo, zawsze po zakupy chodzę z przygotowaną listą. W związku z tym częściej korzystam np. z Vinted albo z second-handów online. Dla mnie, jest to po prostu wygodniejsze, nie mam poczucia marnowania czasu. I zawsze kupuję rzeczy, które mam na liście, bardzo rzadko biorę coś pod wpływem impulsu. Od kilku lat konsekwentnie wybieram rzecy z dobrym składem, żeby służyly na lata. Właściwie całkowicie pozbyłam się sztucznych materiałów ze swojej garderoby 😁
Poza tym, jestem wielką fanką odnawiania starych mebli i rzeczy do domu, a w swojej kolekcji mam kilka krzeseł i stół, które własnoręcznie odświeżyłam. W planach jest urządzenie całego mieszkania z rzeczy używanych, może kiedyś się uda!
Od razu zaznaczę – to nie jest historia, gdzie zdobywam używany płaszcz Prady w podmiejskim lumpeksie we Wrocławiu, w którym znajduję wizytówkę z numerem telefonu i czyiś pierścień, a historia kończy się przeprowadzką do Londynu i byciem „IT-GIRL” – a szkoda.
To może zacznijmy od tej właściwej historii. Nie wiem, od kiedy stałam się lumpeksiarą. Mam wrażenie, że każdy pamięta ten moment, kiedy mama/koleżanka/kolega zaprowadzili do lumpeksu pod pretekstem spaceru. A ja? Czarna dziura w głowie. No nic nie przychodzi mi do głowy. Nie pamiętam, kto mnie siłą zaciągnął do tego miejsca. Ale za to wiem, że od zawsze te lumpeksy lubiłam.
Nie dla zapachu – chociaż ten z czasem stał się miłą częścią “lumpeksowego wypadu” (bo przecież pięknie pachnący lumpeks, to już nie to samo). Również nie dla ciuchów, czy tanich dostaw (dostawy za 5tkę? kiedyś to było!). Nie chodziło również o ludzi (chociaż z czasem stałyśmy się koleżankami z panią przy ladzie).
Lubię lumpeksy za historię. Za to, że każde ubranie przebyło jakąś drogę, by znaleźć się tu i teraz w moich rękach. I ta historia to coś, co mnie urzeka za każdym razem. Brzmi romantycznie? I takie jest. Bo moje lumpeksowanie jest romantyczne.
By buszować w wieszakach pełnych poliestru, lnu i mieszanek wełny z akrylem potrzebuję odpowiedniego vibe’u w głowie (albo odpowiedniego podejścia – jak kto woli). Wchodzę do sklepu w słuchawkach (koniecznie ogromnych!) i z odpowiednią muzyką (np. Guava – Tunnelvisions) zanurzam się w tym fantastycznym świecie pełnym dziwnych fasonów, sieciówkowych ostatnich krzyków mody i materiałów “miłych w dotyku”. I przepadam. Lumpowanie jest dla mnie swego rodzaju fantastyczną przygodą, dzięki której izoluję się od świata, od tego wszechobecnego stresu, od wszelkich społecznych norm i etykiety. Jestem tu ja i moja wyobraźnia.
Oczywiście, to uczucie nie wzięło się znikąd. Używane rzeczy są na tyle specyficzne już przez samo użycie słowa „używane”, że jako nastolatka podążająca za akceptacją środowiska bardzo się wstydziłam. Nie tego, że tam chodziłam, ale tego, że to lubiłam i czerpałam z tego przyjemność. Zanim zbudowałam swoją pewność siebie i stałam się autonomiczną jednostką żyłam pod wyimaginowaną presją społeczną i koniecznością „podążania za trendami”.
Ta autonomiczność jednak zaczęła się budować w liceum, kiedy to zaczęłam zarabiać swoje pierwsze poważne pieniądze. Wtedy również zaczęłam wyłamywać się ze środowiska powoli podążając za swoimi celami i marzeniami. Do boostu mojej pewności siebie przyczyniła się fotografia, dzięki której musiałam wyjść ze swojej skorupy. Zaczęłam tworzyć collaby z vintage store’ami i lumpeksami we Wrocławiu – poznałam wtedy masę świetnych osób. Również późniejsze zagłębienie się w środowisko artystyczne na studiach pomogło mi się otworzyć na nowe doświadczenia, ale i eksperymenty (również z ubraniami).
Jak się później okazało, to był dopiero początek mojej przygody z używanymi ubraniami. Przechodzimy tutaj sprytnie do momentu zakończenia licencjatu i przeprowadzki do Stanów (fajne miejsce!). Przeprowadzka mi uświadomiła, jak wiele rzeczy posiadam – już jako nastolatka zaczęłam dbać o posiadanie tylko tego, co naprawdę zakładam i LUBIĘ. Jednak przeprowadzając się z 2 walizkami na drugą stronę półkuli ziemskiej zdałam sobie NAPRAWDĘ sprawę z tego, ile przedmiotów posiadałam w tym 12m2 pomieszczeniu zwanym pokojem. Wyleciałam, zrealizowałam projekt, poznałam amerykańskie lumpeksy (kurczę, ogromne są! w takich miejscach można znaleźć naprawdę wszystko) – było fajnie. Świat byłby idealny, gdybym wróciła z tym, co przyjechałam. Jak pewnie się spodziewacie – powróciłam z dodatkową 30kg paczką (a to było już po rozdaniu części szafy!). Ups.
Ze Stanów przeprowadziłam się do Anglii (z miesięcznym stopem w Polsce). Anglia jest przepiękna – nie mam tutaj na myśli tych zielonych łąk, czy klifów w Seven Sisters. Mówię o ludziach – o ich podejściu do życia, wolności i odwadze w wyrażaniu siebie. Mieszkanie w tym kraju było dla mnie bardzo wyzwalające. Życie w totalnym minimalizmie (mieszkanie bez mebli), w środowisku pełnym artystów było dla mnie game changer’em. Nie posiadając nic, zrozumiałam, co naprawdę jest mi potrzebne.
Amerykański styl bycia i życia pokazał mi, że mogę czuć się komfortowo i chodzić w czym chcę. Ich postrzeganie dresów i legginsów naprawdę zmieniło moje podejście do ubierania się (przecież ja wcale nie muszę wpychać się w obcisłe rurki i „wyjściowe” ciuchy, kiedy jadę po kawę). Z kolei angielska swoboda wyrażania siebie i mieszkanie w pustej przestrzeni, otworzyło mnie na życiowe eksperymenty w dosłownym tego słowa znaczeniu. A samo przeprowadzanie? Nauczyło mnie, że nie ważne, gdzie mieszkam – zawsze będę tą roześmianą, zachwycającą się zachodami słońca osobą, która chodzi w używanych ubraniach, by pokazać, że można!
Kończymy te przydługą historię. Obecnie mieszkam w Warszawie, gdzie przypadkowo dołączyłam do teamu SecondHandy. Historia pośrednio zawiera w sobie lumpeksy, ponieważ one były ze mną od zawsze, a doświadczenie zdobyte dzięki innym kulturom tylko wzmocniło moje przekonanie na temat ubrań z drugiej ręki. To znaczy: że warto, że fajnie i że można!
Mam w głowie dwa scenariusze moich lumpeksowych początków. Pierwszy, który pamiętam słabiej, opowiadała mi starsza siostra. To ona zabrała mnie na pierwsze łowy w naszym rodzinnym mieście, w którym jest kilka tys. mieszkańców, kiedy byłem jeszcze w podstawówce, czyli ok. 20 lat temu. Sklepik był małym i chyba jedynym takim miejscem w naszej miejscowości.
Dużo lepiej pamiętam czas, kiedy przeprowadziłem się do Szczecina idąc do liceum. Była to dla mnie ogromna zmiana, bo miałem 16 lat i zaczynałem mieszkać sam, w innym mieście, bez znajomych i rodziny, będąc nieśmiałym nastolatkiem. Ciekawym trafem moja pierwsza stancja mieściła się dosłownie na przeciwko kilku lumpeksów oraz pizzerii – jak się okazało później, moich dwóch największych miłości 😁 Kolejną miłością była fotografia, w która do tamtej pory obejmowała krajobrazy i bieganie za owadami. Po przeprowadzce zdecydowałem, że chcę zacząć fotografować też ludzi. Dzięki tej decyzji otworzyłem się na nowe osoby, przełamywałem swoją nieśmiałość i… zacząłem poznawać lepiej lumpeksy 🕵️♂️
Jako licealista z ograniczonym budżetem żywiłem się głównie tostami, a lumpy były dla mnie idealnym miejscem, żeby się ubrać. Nie miałem dużych wymagań, więc kilka t-shirtów, spodni i koszul całkowicie mi wystarczało 😋 Szczerze mówiąc, podczas lumpeksowych łowów dużo częściej zwiedzałem działy z pościelą, materiałami i odzieżą damską w poszukiwaniu potencjalnych stylizacji na sesje. Czułem mocno baśniowe klimaty, dlatego na celowniku miałem zwykle długie suknie, zwiewne materiały i kroje vintage, które pomogłyby mi opowiedzieć jakąś historię. Czasami wystarczyła jedna upolowana rzecz, wokół której tworzyło się koncepcję stylizacji, a nawet całej sesji. Materiały służyły jako tło czy rekwizyt. Robiło się z nich spódnice albo płaszcz. A wnętrze poduszki służyło, jako posypka na modelkę 🪶 Kurcze, pamiętam tę ekscytację podczas przygotowań do sesji, później mega fun w trakcie ich robienia i godziny spędzone w photoshopie, żeby przelać swoją wizję z głowy na fotografie. Inspirowałem się mocno pracami prerafaelitów i zawsze ciągnęło mnie do natury. I poznałem tyle świetnych osób, z którymi razem chodziło się do lumpeksów przed sesjami! 😍
A tutaj kilka fotek z sesji, na których wykorzystałem rzeczy z lumpeksu: pierze z poduszki, płaszcz zrobiony z kurtyny (albo kapy, nie wiem) oraz moskitiera, żeby woda wyglądała bajerancko. Pozdrowienia dla modelek, stylistek i wizażystek, z którymi miałem przyjemność stworzyć te fotografie!
Z jednej strony lumpeksy dały mi ogromne pole kreatywności, jeśli chodzi o rozwój swojej fotografii – z drugiej strony poszukiwałem też swojego stylu. Z początku były to zwykłe t-shirty, sweterki, klasyczne spodnie czy paski. Z czasem zacząłem słuchać trochę mocniejszej muzyki i stylizacje stały się bardziej “gniewne” 🤘 Glany, podarte spodnie, koszulki z zespołami i ramoneska. Kumpel spytał się mnie, czy nie chciałbym podrasować sobie skóry ćwiekami. W sumie czemu nie? Ale może lepiej przetestować to na czymś tańszym, bo skóra mnie wtedy trochę kosztowała i nie chciałbym jej zniszczyć – najłatwiej było kupić coś niedrogiego w lumpie i zacząć działać. I tak wkręciłem się przez jakiś czas w upcykling ubrań, przerabiając m.in. dżinsowe katany, spodnie czy robiąc własne printy na koszulkach. Zrobiłem nawet koleżance szorty na zamówienie i myślałem o otwarciu biznesu 😅 Założyłem też fanpage! Brand miał nazywać się “Stay Alive Never Die” czyli SAND Clothes. Swoją drogą katany dalej wiszą w szafie, a ramoneskę finalnie wyćwiekowałem i chodzę w niej do tej pory 😁
I tak kupowanie w lumpeksach stało się dla mnie całkowicie naturalne i jest dla mnie pierwszym wyborem, jeśli chodzi o zakup odzieży. Nie kupowałem nigdy w sklepach online, bo lubię dotknąć materiał, przymierzyć, pochodzić. Lubię to uczucie szperania między wieszakami, albo w boksach w poszukiwaniu TEGO CZEGOŚ 💎 W końcu nigdy nie wiem co akurat trafię! Mniej więcej wiem czego szukam, ale przecież zawsze może być jakaś niespodzianka. Dodatkowo dla mnie wyzwaniem jest pójść na łowy w najtańszy dzień, kiedy już praktycznie wszystko jest przebrane. Jeśli wtedy coś trafię – wiem, że czekało specjalnie na mnie 😀
Z czasem, dojrzewając jako konsument, zacząłem zwracać większą uwagę na jakość kupowanych przeze mnie rzeczy, czyli po prostu czytać metki. Dla młodego mnie liczyło się bardziej, czy coś dobrze wygląda i pasuje do aktualnego stylu. Teraz, nawet jeśli coś mi się podoba, ale ma słaby skład i wiem, że nie będę się w tym czuć komfortowo – nie kupuję. Nawet jeśli jest bardzo tanie 💸Kolejny aspekt, który zrozumiałem z czasem, to większa świadomość rynku fast-fashion i rynku secondhand. Wcześniej po prostu się tym nie interesowałem i nie wiedziałem, jak to wygląda. Teraz wiem, że fast-fashion to szybko zmieniające się trendy, które kreują w konsumencie potrzebę posiadania, bycia modnym tu i teraz, bo za chwilę to już będzie passé. A decydując się na drugi obieg wybieramy coś, co już zostało wyprodukowane. Mamy szansę trafić coś wyjątkowego i tworzyć swoją garderobę pod kątem tego co nam się podoba, a nie co narzucają nam duże marki. Dla mnie to połączenie oszczędności, kreatywności, formy spędzania czasu i, pośród innych elementów, mój sposób wyrażania troski o środowisko🌿
Strona główna → Blog → Vintage Nike 90s ceny Kultura vintage 10 min czytania Grudzień 2024 Bluza Nike kupiona w lumpeksie za 30 zł sprzedaje się za 300 zł. Kurtka z
Strona główna → Blog → Historia vintage sportswear Kultura vintage 13 min czytania Grudzień 2024 Odzież sportowa stała się modą uliczną dzięki trzem przełomom: Air Jordan 1 w 1985 roku (zakazane
Strona główna → Blog → Carhartt historia Kultura vintage 11 min czytania Grudzień 2024 Marka założona w 1889 roku dla robotników kolejowych. Dziś noszona przez raperów, skaterów i fashionistów na całym

Branżowe Styczeń 2026 14 min czytania Zaczynasz sprzedawać ciuchy i nie wiesz jak to rozliczać? Masz już sklep, ale czujesz że przepłacasz podatki? Ten artykuł wyjaśni Ci wszystko – bez księgowego

Branżowe Październik 2025 16 min czytania Dropy Od 17 marca 2026 transporty odzieży używanej >10 kg muszą być zgłaszane do systemu SENT. Kara za brak zgłoszenia: 46% wartości towaru, minimum 20

Branżowe Październik 2025 10 min czytania Dropy Planujesz otworzyć sklep second hand lub hurtownię odzieży używanej? Sprawdź dokładnie jakie dokumenty musisz przygotować, ile to kosztuje i jak długo trwa cały proces.
💡 Porównaj oferty lumpeksów w różnych miastach Polski
Przekierujemy Cię na mapę Twojego miasta
Podaj email, a wyślemy Ci "10 Trików Łowcy Okazji" — sprawdzone sposoby na znalezienie perełek.
Zero spamu. Wypisz się kiedy chcesz.
Dopasujemy ofertę do Twojej lokalizacji
Nasz zespół skontaktuje się z spersonalizowaną ofertą dla Twojego sklepu.
Zero spamu. Wypisz się kiedy chcesz.
Dopasujemy ofertę do Twojej lokalizacji
Dotrzyj do 1200+ właścicieli sklepów szukających towaru.
Zero spamu. Wypisz się kiedy chcesz.